Hello Nyappy^^
U Mojego przyjaciela się polepszylo...Znalazł wsparcie, ale nadal jest smutny i szuka pokrewniej duszy, ktora by go zrozumiała i przytuliła do serca. To Normalne...Nie tak łatwo jest się pozbierać bo czymś takim... Wiem coś o tym... Także miałem taką przygodę... Dziewczyna, ktora mi się cholernie podobała, olała mnie i poszła do innego...Byłem wściekły i smutny,bo w nasza trwającą krótko, lecz jednak, miłość wpakowalem mnóstwo energii i uczucia... Opiekowałem się nią, spełniałem jej zachcianki, wydawałem na nią ostatnie pieniądze...a ona? Ona znalazla kogoś LEPSZEGO... Załamałem się...Owszem. Najpierw Smutek i brak apetytu, potem depresja, a na końcu chcęć zemsty: narkotyki, alkohol, papierosy, dziewczyny: co noc inna, ostry sex i chulaj duszo piekła nie ma...tak było...Ale znaleźli się przyjaciele, którzy wyciągneli mnie z dołka i pozbierałem się - założyliśmy razem zespół, który mozej uż w troche innym składzie, ale jest do dzisiaj. Jestem wdzięczny moim przyjaciołom, że mnie wtedy uratowali, bo pewnie dziś byłbym już trzy metry pod ziemią (zaćpalbym się na śmierć, popełniłbym samobójstwo, umarł na AIDS...) albo siedzialbym gdzieś na dworcu i wbijał właśnie igłę przybliżając się o krok do śmierci...PRZYJACIELE SĄ POTRZEBNI! a mój przyjaciel ich nie ma...Ma tylko nas: Mnie, Kanona i Bou. A co z jego kumplami z zespołu?! To straszne jak przyjaciele, z ktorymi tworzysz na codzień muzykę, jeździsz na koncerty, rozmawiasz, śmiejesz się nagle nei zauważają twojego problemu, bo SĄ ZAJĘCI...potrafią myśleć jedynie o pracy i nie dociera do nich to, że ich kolega z zespołu moze być w potrzebie...To strasznie smutne, gdy żaden z nich nie odbiera telefonów od niego, nie ma ich w domu, gdy on chce poprostu porozmawiać...PRZYJACIELE nagle ZNIKNELI...Nie ma ich dla Niego...NIE CHCĄ BYĆ...A przecież powinni...to główne zadanie przyjaciół - BYĆ RAZEM...